Etykiety

środa, 3 sierpnia 2011

Mustela, Creme Protectrice spf 50+ Peau Delicate & Fragile

Czyli krem ochronny dla skóry wrażliwej i delikatnej. Mustela zawsze była marką, która kojarzyła mi się z ciężarnymi i niemowlakami, zatem jako szczęśliwa (jeszcze) bezdzietna nigdy specjalnie się nią nie interesowałam (choć zdaje mi się, że nabyłam raz jakiś krem na rozstępy, odchudzając się intensywnie...). Cóż, zainteresowałam się bliżej na wiosnę, skończyły mi się ulubione filtry Avene i musiałam coś kupić i to szybko. Avene, jak to Avene, poza sezonem ciężko jakoś uchwytna, w aptece nędza filtrowa ogólnie (kto kupuje spf 50+ w lutym/marcu?!). Byłam z Zuzu siostrą, która wypatrzyła Mustelę i mówi: bierz, bierz. Było kilka sztuk, obejrzałyśmy składy - bardzo porządne, tinosorb, tlenek cynku, wit. E, wzięłam ten, który właśnie recenzuję, bo był ponad standardowo większy - całe 75ml miast 50. Moja uczona i biegła w odcyfrowywaniu składów siostra pochwaliła (nie jestem już taka biegła jak kiedyś niestety, wiadomo, praca, szkoła, dom, koty...) i powiem szczerze, to najlepszy filtr jaki kupiłam w ciągu ostatniego roku (a sporo tego było). Przede wszystkim, jest bardzo delikatny i nie podrażnia: zaliczyłam przykrą alergię i dziwne uwrażliwienie skóry. Secundo, całkiem nieźle nawilża: jestem leniwa i jak nie muszę, nie lubię nakładać zbyt wielu warstw na skórę i nieczęsto smaruję się czymkolwiek pod filtr. Przy tym specyfiku nie musiałam stosować żadnego dodatkowego nawilżacza. Ma wady, dla niektórych (np. moja siostra) nie do zaakceptowania) - jest dość ciężki i bieli. Ale, ale! Mimo, iż jest ciężkawy u mnie wchłaniał się idealnie i nie zostawiał tego nieprzyjemnego uczucia ciężkości i lepkości na skórze, które zostawiały lżejsze filtry. Bieli dość intensywnie na początku, do tego stopnia, że mój skandynawski boyfriend ujrzawszy mnie nafiltrowaną o świcie rzekł z pewną zadumą "nie rozumiem, dlaczego ludzie, którzy mają tak jasną skórę, chcą się jeszcze dodatkowo wybielić?" (i tym samym musiał wysłuchać tyrady na temat raka skóry, uszkodzeń dna pod wpływem promieni, itd. albowiem bogini nie znosi krytyki ani żadnych uwag pod swoim adresem). Biel się nieco wchłania. Jestem z nurtu nieortodoksyjnego, więc nakładam na filtry makijaż (z tego powodu preferuję Avene) i na tym, w zasadzie dość ciężkawym kremie, bardzo dobrze rozprowadzały mi się podkłady i krem tonujący, dobrze nosił się też sam puder mineralny. Używałam przez jakieś 3-4 miesiące do czerwca i przyznam szczerze, że sprawdza się również w upalne dni. Zła jestem na siebie, że nie kupiłam go ponownie tylko zaczęłam eksperymentować z nowościami i wcale nie skończyło się to dobrze. Ergo - jak zużyję to co mam, z przyjemnością wrócę do Musteli. Polecam, choć warto wypróbować przed kupnem bo osoby o mocno tłustej cerze niekoniecznie muszą być zadowolone. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz