Nie mam niestety najlepszych paznokci. To znaczy, jeśli chodzi o kształt, nie mam im absolutnie nic do zarzucenia – są ładne, ale kruche, miękkie, słabe i w dodatku, wstyd się przyznać, zdarzają mi się fazy nałogowego obgryzania (obrzydliwe, wiem, ale to ciężka psychiczna przypadłość, tak naprawdę zupełnie niekosmetyczny to problem…). Więc na wszelki wypadek ostatnio najczęściej paznokcie u rąk noszę bardzo krótkie. I ich nie maluję, po części z lenistwa. Odbijam sobie na stopach – tu lubię mieć pomalowane paznokcie przez okrągły rok. A jednak robiąc zakupy parę dni temu i zboczywszy na chwilkę do Marionnaud (pod pretekstem naocznego sprawdzenia gazetowo rozreklamowanej serii do włosów, która ma się w sieci pojawić – pudło, w moim M. jeszcze nie ma), spędziłam tam dobre bite pół godziny, ale to po części wina mojej siostry, która była ze mną. Całkiem fajne przeceny, dużo gadżetów z kolorówki taniej o 30 – 70% i nabyłam lakier Diora za małe pieniądze - rzadko cechuję się podobną ekstrawagancją, jeśli chodzi o lakiery do pazurów, wychodząc z założenia, że wywalanie setki złociszczy na ww. jest bez sensu, skoro Inglot, Essence i OPI w zasadzie są OK. No ale skoro ten był tak kusząco przeceniony i kolorek miał uroczy… Ergo, nie oparłam się. I postanowiłam jednak zapuścić nieco paznokcie u rąk (choć na stopach też wygląda bosko), w związku z czym obiecałam sobie solennie, że będę sprzątać i myć gary w rękawiczkach i natychmiast pomaluję pazury jakąś porządną odżywką. I jak zawsze w takiej sytuacji, wyciągnęłam Nail Teki oraz Mavalę. Ta Mavala to śmieszny utwardzacz o konsystencji wody i potwornym, przyprawiającym o drżenie serca, składzie (formaldehyd!). Maleńka, piekielnie wydajna buteleczka o pojemności 5 ml – ja mam swoją już od wieków i ubytek nieznaczny, pewnie starczy na kolejną dekadę. Na szczęście to nie lakier, tylko bardziej płyn, więc nie gęstnieje (co notorycznie przydarza mi się z innymi odżywkami). Wnika w paznokcie błyskawicznie, producent nakazuje aplikować ją 1-2 razy w tygodniu i to wyłącznie na same koniuszki paznokcia. Potwierdzam to ostatnie, utwardza bowiem skutecznie wszystko, również skórki wokół paznokcia, więc ostrożność podczas nakładania zalecana; ja na wszelki wypadek nakładam na skórki odrobinę nailtekowej oliwki (która skądinąd jest bardzo dobra). Z reguły używam Mavali z doskoku, rzadko solo, najczęściej z innymi odżywkami – Nail Tek, Inglot i pewnie wiele innych, których nazw już nie pomnę. Używam już od kilku lat i oceniam pozytywnie: zawsze mam problem z rozdwajającymi się, kruchymi paznokciami i mam wrażenie, że ten utwardzacz pomaga zlikwidować tę dolegliwość. Duży plus za tę wodnistą konsystencję i to, że wsiąka tak szybko. Myślę, że jeśli ktoś ma duży problem z paznokciami, to warto wypróbować, zwłaszcza, że stosunek cena/pojemność wypada korzystnie (za swoją zapłaciłam coś ok. 50 zł a starczy na wieki).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz