Etykiety

wtorek, 9 sierpnia 2011

Avene, Tolerance Extreme Creme


Mam dość wrażliwą skórę z natury. Cienką, płytko unaczynioną, która nie reaguje dobrze na agresywne detergenty, alkohol i wiele innych drażniących składników. Wrażliwości wcale nie pomaga fakt, iż stosuję regularnie retinoidy, okresowo jakieś kwasy. Niby się staram odbudować barierę, smaruję się olejkami ale raz na jakiś czas ląduję z bardzo silnym odczynem alergicznym (na szczęście mam wrażenie, że z wiekiem ta tendencja jakby słabnie). Tak naprawdę do pielęgnacji twarzy nie używam jakieś wielkiej ilości kosmetyków, wprost przeciwnie, coś do demakijażu, filtry, retinoid na noc na zmianę z jakimś olejkiem albo bardzo łagodnym kremem nawilżającym. Z doświadczenia wiem niestety, że specyfiki z linii dla skóry nadwrażliwej są dobre, kiedy jest dobrze, czyli kiedy podrażnienia nie ma. Jak skóra jest podrażniona, ja osobiście nie mogę nałożyć na nią niczego, wszystko powoduje pieczenie, karnację w kolorze dojrzałego buraka i najczęściej jeszcze silniejszy odczyn zapalny. Przetestowałam wiele, od Physiogela począwszy, po Biodermę Sensibio Forte (ta zaiste jest najgorsza – nie polecam nikomu, drażni nawet zdrowy nieuszkodzony naskórek) aż po wysokopółkowe typu Clinique. Efekt zawsze identyczny, jeśli skóra jest zdrowa, jest ok, jeśli pojawia się odczyn, wszystkie właściwie specyfiki pogarszają sprawę. Ten krem Avene, który występuje teraz w tubie 50 ml, wcześniej zapakowany był w maleńkie tubeczki po 5ml i sprzedawany po 7 albo 8 sztuk. Był dość drogi, z tego co pamiętam, zdaje się, że po zapakowaniu specyfiku w tubę cena zmieniła się na korzystniejszą. Może coś mi się roi, ale wydaje mi się, że kiedyś był droższy (choć brzmi to nieprawdopodobnie), i wydawał mi się do tego stopnia nieopłacalny, że pewnie bym go nie kupiła, gdybym nie dostała najokrutniejszego zapalenia skóry od lat. Miałam wysypkę na całym ciele, ale twarz wyglądała najgorzej – krwistoczerwona, spuchnięta i łuszcząca się skóra, usiana setką drobnych kropeczek (winowajcą okazały się leki i świeżo kupiona pościel+poduszka). Nawet przypadkowe dotknięcie skóry wywoływało ból a ludzie oglądali się za mną z ciekawością, kiedy wracałam ze szpitala. Dostałam rzecz jasna maści, sterydy no ale jak wiadomo, steryd broń obosieczna i ostateczna, stosuje się go góra 3 dni. Wypróbowałam w tym czasie sporo specyfików na podrażnioną skórę i kupiłam w akcie desperacji te maleńkie tubeczki Avene, co okazało się bardzo dobrym posunięciem. To jak dotąd jedyny krem – nie licząc specyfików typu np. wazeliny, linomagu – który mogłam nałożyć na tak silnie rozdrażnioną skórę. Bez pieczenia, swędzenia, powiększenia buraka. Krem sam w sobie dość gęsty, jednak wchłania się przyzwoicie i takoż nawilża. Nie umiem powiedzieć na ile złagodzenie podrażnienia to jego sprawka, a na ile było to wywołane działaniem leków, niemniej jednak to z całą pewnością porządny i naprawdę łagodny nawilżacz. Polubiłam go do tego stopnia, że kupiłam potem jeszcze 2 opakowania, mimo niechęci do opakowania, a potem specyfik zniknął z rynku by wrócić po paru miesiącach w nowym opakowaniu, czyli ww. tubie. Początkowo bardzo ucieszyła mnie wiadomość o zmianie opakowania – te małe tubki mają tendencje do gubienia się, kotki lubią je turlać, zatyczki gubią się w mgnieniu oka, poza tym trzeba je bardzo szybko zużyć, co nie zawsze się udaje. Ale nowe opakowanie jest średnio udane, z tuby naprawdę ciężko coś wycisnąć; zupełnie nie rozumiem dlaczego nie można było wpakować kremu w opakowanie z pompką, skoro firma tak bardzo chciała zachować sterylność i ograniczyć dostęp powietrza. Najgorszy jednak dla mnie jest fakt, że krem przestał mi służyć – nie mam starego opakowania i nie umiem powiedzieć, czy skład został przeformułowany. Coś mi jednak w nim już nie pasuje, być może moja skóra się uwrażliwiła (oby nie!) i mogę go teraz używać wyłącznie na zdrową, nieuszkodzoną skórę. Na skórze podrażnionej zaczyna lekko piec i szczypać, zatem adios Avene – nie potrzebuję kolejnego kremu nawilżającego za tak wygórowaną cenę. W kwestii smarowania podrażnionej skóry, wracam do kremu na sutki z Rossmanna, wyjdzie taniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz