Tego właśnie używam aktualnie. Średniej opinii jestem o kolorówce Diora, zwłaszcza o podkładach – od czasu śp. Diorlight (ktoś pamięta?), który był naprawdę doskonałym fluidem, późniejsze jakoś nie rzucały mnie na kolana, a parę było zupełnie nieudanych (np. ten który miał dawać efekt second skin, a może skórki brzoskwini, taki gęściuch, niby matujący a w gruncie rzeczy okropnie maskowaty – cóż, byłam młoda i głupia i dałam się zbałamucić w jakieś perfumerii – doświadczenie tak traumatyczne, że już dawno nazwę tego czegoś wyrzuciłam z pamięci). Niemniej jednak Dior ma parę zalet, na przykład tę, że ma bardzo jasne kolory: pierwszy odcień, tradycyjnie zwany porcelain nadaje się dla bladolicych. Choć nie da się ukryć, że ichnie podkłady to na ogół tonacje lekko ciepłe, z kroplą beżu, lekko żółtawe, acz zdarzają się wyjątki. Dior Nude kupiłam jakiś czas temu podczas podkładowego kryzysu – jakoś tak nagle wszystko wyszło, zostałam z resztkami Armaniego i tonującej Laury Mercier, plus sypkie mineralne, ale akurat nadchodziła zima, a wtedy jednak wolę fluid. Musiałam coś szybko kupić, Armaniego w przydrożnej perfumerii niet, i tak wahałam się między Dior Nude a Parure Guerlaina (historycznie lubę Guerlaina). Wybrałam Diora i nie żałuję, to bardzo przyzwoity podkład. W skali lekkości plasuje się gdzieś na środku – jest kremowy ale jednak całkiem płynny – taka kremowa emulsja. Aplikuje się go bez problemu, bardzo dobrze stapia się ze skórą i daje półmatowe, lekko rozświetlone wykończenie. Trzyma się dobrze, nie spływa, wygląda bardzo naturalnie, a właściwie to jest zupełnie niezauważalny. Jesienią, zimą i wiosną był idealny, latem trochę gorzej mi się sprawuje, ale szczerze mówiąc nie lubię w ogóle używać podkładu podczas upałów, przerzucam się na kremy tonujące, sypkie minerały, ewentualnie pudrowe kompakty. Mam najjaśniejszy kolor 010, który jest dość ciężki do określenia, jak dla mnie to jednak ciepła tonacja. Gama Nude tak mi się spodobała, że mam szczery zamiar nabyć korektor z tej linii jak zużyję to, co mam aktualnie na stanie. Polecam, jest całkiem fajny, choć czy do końca wart swej ceny? Trochę przypomina mi Healthy Mix Bourjois, choć nie dam za to głowy bo HM testowałam jedynie z próbki.
Kosmetyki, pielęgnacja w szerokim ujęciu. Czysto subiektywne wynurzenia osobiste autorki.
Etykiety
- cera wrażliwa (1)
- do mycia (1)
- eyelinery (1)
- filtry (2)
- korektory (1)
- kremy (1)
- kwasy (1)
- oczyszczanie (1)
- paznokcie (1)
- podkłady (2)
- róże (1)
- szampony (1)
- tusze (1)
- wynurzenia (2)
- włosy (1)
- zakupy (1)
- złuszczanie (1)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkłady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkłady. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 4 sierpnia 2011
Giorgio Armani, Luminous Silk Foundation
Mam bardzo wiele ulubionych kosmetyków kolorowych, od całkiem tanich do dość kosztownych i ciężko byłoby mi wybrać jedną jedyną ulubioną markę, ale porządkując ostatnio kosze z kolorówką zdałam sobie sprawę jak dużo mam mazideł Armaniego. Ba, powiem więcej, Armani to jedna z niewielu firm, która tak naprawdę jeszcze mnie nie zawiodła na całej linii – są produkty lepsze i gorsze ale nie natrafiłam jeszcze na nic kompletnie beznadziejnego. Armani ma jeden z lepszych moich zdaniem podkładów na rynku, czyli Luminous Silk Foundation. Mówiąc szczerze, byłam święcie przekonana, że LSF to już przeszłość odkąd na rynku pojawiła się wersja Lasting UV ale jak zostałam ostatnio oświecona, obie opcje są nadal w sprzedaży. Co mnie całkiem mocno ucieszyło, bo nowa wersja jest zdecydowanie uboższa w kolory, niestety i to właściwie jest główny powód, dla którego ciągle jeszcze nie zdecydowałam się na zakup Lasting UV. Wersji klasycznej Luminous Silk używałam długo, zawsze kolory 3 i 4 - ta paleta kolorystyczna to wielki plus, myślę, że każdy wybierze dla siebie odpowiedni odcień. (Jako typowa bladolica często mam problemy z doborem odpowiedniego odcienia, nie dość, że ciemne, to jeszcze mają tendencje do utleniania się po czasie i zmieniania barwy…) Podkład jest dość lekki, płynny, beztłuszczowy – takie właśnie lubię najbardziej, nie znoszę gęstych i zastygających. Daje ultra naturalne wykończenie, jest kompletnie niezauważalny na skórze, łatwo go nałożyć – ja z tych, którzy nie lubią ani pędzli, ani gąbek, wszystko nakładam palcami – wtapia się w skórę. Mimo swojej lekkości daje lekkie krycie, choć przy większych niedoskonałościach korektor będzie konieczny. Jedną z największych zalet jest dla mnie delikatne, świetliste wykończenie (co bynajmniej nie znaczy, że się świeci!) – bardzo nie lubię podkładów dających taki płaski mat, wygląda to strasznie sztucznie. Jest trwały, z odrobiną sypkiego pudru wytrzymuje cały dzień, nie wymaga poprawek (nie mam na to absolutnie czasu w ciągu dnia). Myślę, że to dobry produkt dla większości cer, może oprócz tych bardzo tłustych – ja używałam go także w czasach, kiedy moja skóra lekko się przetłuszczała i ten podkład sprawował mi się bardzo dobrze. Chętnie do niego wracam, jeśli wciąż będzie dostępny na rynku zapewne jeszcze kupię. Jeśli ktoś dziś, któraś z koleżanek pyta się o mój ulubiony podkład, co mogę polecić, robię w myśli szybki przegląd tego, co nie zostało jeszcze wycofane (bye bye Divinora Ultra Fluid, bye bye Kanebo Liquid Finish!) i rzucam: Armani Luminous Silk.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

