Nie powinnam była kupować filtra o pojemności 30 ml, to nie mogło się dobrze skończyć! Ale były właśnie okrutne upały, miałam już jeden nieudany filtrowy zakup za sobą, moja siostra piała z zachwytu - czysto teoretycznego, powiedzmy od razu - ach ta nowość od Avene, bez parabenów, taki płynny, lekki. Nie jestem aż tak zafiksowana na eko ale lubię kremy ochronne Avene. Próbek oczywiście nie ma nigdzie, więc pomyślałam, cóż, trudno, najwyżej... No i kupiłam. Otóż, faktycznie jest bardzo lekki i wchłania się bardzo dobrze. Jest bardzo wodnisty, mam uraz do takich filtrów bo na ogół mnie lekko podrażniają, ale postanowiłam dać mu szansę. Pomęczyłam się z tydzień i oddałam siostrze. Nie pasuje mi kompletnie ta wodnista ni to emulsja, ni to niewiadomoco - niby się wchłania bardzo dobrze, a mam to samo głupie uczucie co przy płynnych Antheliosach - lepkiej, świecącej się twarzy. Ale zniosłabym, gdyby nie fakt, że jednak ten "reflex słoneczny" lekko mnie podrażnia: po nałożeniu miałam uczucie dyskomfortu, a po dłuższej chwili skóra zaczynała mnie lekko piec (co nigdy nie miało miejsca przy wersji krem/emulsja). Cóż, pora pogodzić się z faktem, że lekkie wodniste filtry są nie dla mnie i wrócić do ciężkich kremów i białych mineralnych potworów. Myślę jednak, że osoby z tłustą cerą mogą być całkiem zadowolone, wchłania się pewnie lepiej niż inne, niekomedogenny, choć kwestia świecenia pozostaje tu kwestią sporną. Duży minus za lekko drażniące działanie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz